Większość z dyskusji dotyczących wydłużenia wieku emerytalnego zakłada konieczność wydłużenia wieku emerytalnego, ze względu na malejącą liczbę osób w wieku produkcyjnym i rosnącą populację emerytów, co grozi destabilizacją systemu emerytalno-rentowego i w konsekwencji załamaniem się finansów państwa.
Przyjmuje się przy tym z góry założenie, że pozostałe elementy systemu nie ulegną większej zmianie, a przede wszystkim nie będzie radykalnych przemian systemu zabezpieczenia społecznego. Takie często nieuświadomione ograniczenie pola dyskusji ułatwia prowadzenie dialogu, ale pokazuje sam proces wydłużania wieku aktywności zawodowej w fałszywym świetle. Dla wielu bowiem dłuższa praca wydaje się najgorszym możliwym rozwiązaniem. Jednak porzucając wstępne założenia i opierając się jedynie na kluczowych przesłankach do zmian uzyskujemy znacznie szerszą paletę potencjalnych mozliwości, na tle których wydłużenie wieku nie jest taką złą opcją. Jest też wbrew pozorom rozwiązaniem bardzo solidarnym społecznie, gdzie ci którzy mogą pracować, biorą na siebie część kosztów wsparcia osób nie mogących znaleźć zatrudnienia, bądź ze względu na stan zdrowia nie mogących pracować.
Pewnikiem jest to, że będziemy się jako społeczeństwo starzeć. Zgodnie z prognozą dla Polski na lata 2008-2035 populacja mieszkańców Polski zmniejszy się o dwa miliony (z 38 mln 107 tys. do 35 mln 993 tys.). W tym samym czasie gwałtownie wzrośnie (z 5 mln 137 tys. do 8 mln 358 tys.) liczba osób starszych powyżej 65 roku życia. Oznacza to, że w przeciągu niecałych trzydziestu lat, czyli jednego pokolenia Polaków odsetek osób starszych w populacji wzrośnie z 13,9% do 23,2%. Odwrócenie tego trendu w krótkiej perspektywie jest niemożliwe, a w dłuższej wymagałoby skoordynowanej polityki prorodzinnej i migracyjnej.
Bardzo mocnym założeniem jest to, że zmierzamy w kierunku większej zmienności sytuacji na rynku pracy i konieczności stałej aktualizacji kwalifikacji oraz dostosowywania się do potrzeb rynku pracy, co w skrócie nazywa się edukacją przez całe życie. Oznacza to, że okres naszej edukacji nie ulegnie raczej zmniejszeniu, a niepewność i płynność rynku pracy sprawi, że większość z nas w swoim życiu będzie miała krótsze, bądź dłuższe epizody pozostawania bez zatrudnienia. Również z bardzo dużym prawdopodobieństwem można założyć, że będziemy jako społeczeństwo żyć dłużej, choć rzeczą bardziej sporną jest to, dla jakiej części populacji będzie to dłuższe życie w zdrowiu i sprawności.
Wychodząc z powyższych trzech założeń, czyli starzenia się populacji, zmienności sytuacji na rynku pracy i wydłużania się średniej trwania zycia stajemy przed wnioskiem, że okresem, który w przyszłości zmieni się w największym stopniu będzie nasza umowna starość. Tutaj zajdą największe przemiany, które roboczo można pogrupować w kategoriach oswajania starości z jednej strony, bądź oswajania eutanazji z drugiej.
Oswajanie starości to przede wszystkim przesuwanie jej umownej granicy. Według tradycyjnej klasyfikacji Światowej Organizacji Zdrowia wiekiem granicznym dla starości jest 60 rok życia, a starość można podzielić na trzy okresy: wczesną (60-74 lata), późną (75-89 lat) oraz długowieczność (powyżej 90 roku życia), jednak często ogranicza się ten podział tylko do dwóch grup młodszych (60-74 lata) i starszych seniorów (75 lat i więcej). Obecnie znaczna część ekspertów wskazuje, że wiek 60 lat jest zbyt wczesny i należy dolną granicę starości przesunąć przynajmniej do 65 roku życia, a najlepiej by granicą był 70, a nawet 75 rok życia. Równocześnie zmienia się powoli wizerunek starości, ze starości niedołężnej i schorowanej na starość aktywną, a cechy tradycyjnej starości przypisywane są osobom niesamodzielnym, często powyżej 80-tego roku życia. Zmienia się także model rodziny, w tym role przypisane osobom starszym. Działania takie mogą obecnie wydawać się zaklinaniem rzeczywistości, ale przesunięcie granic starości do 70-roku życia spowoduje automatyczne wydłużenie się okresu dorosłości i przypisanych do tego okresu ról społecznych. Nikt nie wymaga od seniora aktywności zawodowej, ale każdy oczekuje, że osoba dorosła zamiast siedzieć bezczynnie w domu będzie pracować, bądź przynajmniej aktywnie tej pracy szukać.
Drugim rozwiązaniem jest umowne oswajanie eutanazji, czyli pozostanie przy tradycyjnych granicach starości, wyznaczanych choćby przez wiek emerytalny, ale coraz większa presja na ograniczanie kosztów związanych z opieką nad osobami starszymi poprzez ograniczanie tzw. koszyka świadczeń, limitowanie wsparcia do limitu trzykrotności PKB na głowę mieszkańca, czy dopuszczanie, a wręcz zachęcanie do eutanazji osób niesamodzielnych. Obecnie wydaje się to niemożliwe, ale w przyszłości przy dużym deficycie budżetowym i bardzo napiętym limicie wydatków na świadczenia dylemat, czy wszczepić w ramach limitu NFZ endoprotezę stawu biodrowego młodej matce dwójki dzieci, czy samotnej osobie starszej może być stałym elementem pracy lekarza. Podobne dylematy mogą dotyczyć pracownika ośrodka pomocy społecznej rozdzielającego pulę godzin na specjalistyczne usługi opiekuńcze i urzędnika przydzielającego wsparcie dla przedszkola, bądź domu pomocy społecznej. Co zresztą incydentalnie już ma miejsce i nie musimy czekać na tego typu dylematy do roku 2035.
Oczywiście samo podniesienie wieku emerytalnego nie jest magicznym rozwiązaniem, bo nie chodzi tylko o przesunięcie daty wypłacania świadczeń, ale o to by ludzie pracowali dłużej. Co oznacza konieczność wsparcia osób młodych, by nie rozpoczynały kariery zawodowej od przedłużającego się okresu bezrobocia, rozbudowę systemu usług opiekuńczych, wsparcia dla osób zdobywających nowe kwalifikacje w średnim wieku, itp. Warto jednak dyskutując o wydłużeniu wieku emerytalnego pamiętać, że choć nie musimy pracować dłużej jako społeczeństwo, to i tak nie ominą nas koszty przemian demograficznych. Upraszczając stojący przed nami dylemat, jeśli chcielibyśmy liczyć na państwo możemy wybrać wzięcie dodatkowych kosztów na pracujących sześdziesięciolatków wydłużając wiek emerytalny, bądź przerzucić te koszty na w dużej części niesamodzielnych osiemdziesięciolatków, ograniczając drastycznie system wsparcia. Oczywiście można wybrać tzw. wariant Pawlaka i z góry założyć, że niezależnie od starań rządu system emerytalny prędzej czy później się zawali i samemu odkładać na własną starość i dbać o dobre relacje z dziećmi i bliskimi.
Tekst pierwotnie ukazał się na stronach Instytutu Obywatelskiego